ForAndEvenAgainst

Schyłek Zachodu: “nowa” polityka Obamy

In us on July 25, 2010 at 8:12 pm

cd

W wywiadzie dla Polityki z 30. czerwca 2010 [1] Zbigniew Brzeziński stwierdza

Popieram założenia polityki Obamy. Jeżeli mu się uda popchnąć Amerykę w nieco innym kierunku w polityce wewnętrznej i zewnętrznej, to będzie ona miała potencjał konieczny, żeby przez kilkadziesiąt lat odgrywać czołową rolę w świecie.

Pan Brzeziński sugeruje zatem, że administracja Baracka Obamy stara się prowadzić politykę odmienną od tej jego poprzedników. W obecnym artykule postaram się dać odpowiedź na pytanie: w jakim sensie różni się ta polityka od dotychczasowych?

Amerykański ekspansjonizm militarny opanowuje z coraz większym rozmachem cały świat. Do tego rozmiaru, że kraj ten podzielił glob na swoje strefy wpływów [zobacz mapę poniżej].

W 2007, za rządów Busha, powstała USAFRICOM (The United States Africa Command), zajmująca się operacjami i wpływami Stanów Zjednoczonych na tym kontynencie. O wiele wcześniej, już w 1963, stworzono USSOUTHCOM (The United States Southern Command) odpowiedzialną za operacje na terenach, generalnie ujmując, Ameryki Łacińskiej. Od 1947 działa USPACOM (The United States Pacific Command), której głównymi zadaniami do tej pory były inwazje USA na Wietnam, Laos, Kambodżę (tzw. Wojna Wietnamska) oraz na Koreę (tzw. Wojna Koreańska, 1950-do chwili obecnej) i która zakresem ingerencji obejmuje m.in. Chiny, Japonię i Koree.

Zjednoczone Komendy Bojowe USA

Wszystkie trzy wspomniane Zjednoczone Komendy Bojowe (Unified Combatant Commands) podlegają Departamentowi Obrony, są zatem, jak sama nazwa wskazuje, przeznaczone dla celów militarnych. Jakoże poczynania Africomu nie sięgają jeszcze większości mediów, w tym artykule skupię się na bardziej (w mediach) widocznych incydentach w Ameryce Łacińskiej i Azji Wschodniej.

Obama objął prezydenturę 20 stycznia 2009.

28. czerwca 2009 Manuel Zelaya, demokratycznie wybrany prezydent Hondurasu, został usunięty ze stanowiska przez wojsko. Czasowo nie mogło do tego dojść w lepszym momencie, bowiem w tym czasie świat zajęty był powyborczymi zamieszkami w Iranie. Jednym z “przestępstw” Zelayi była chęć współpracy z ALBA (Bolivarian Alliance for the Peoples of Our America), organizacją promującą integrację krajów Ameryki Łacińskiej i Karaibów. Organizacja ta jest związana z socjalistyczno-demokratycznymi rządami kontynentu. Jednym z jej integracyjnych projektów jest np. wprowadzenie wspólnej (obecnie jeszcze wirtualnej) waluty, Sucre, i uniknięcie poprzez to konieczności używania amerykańskiego dolara. Zdecydowanie idea ta nie przypada do gustu Stanom Zjednoczonym. Ze względu na fakt, że kraje na całym świecie przechowują rezerwy dolara, posiada on bowiem jeszcze niejaką wartość.

Kolejnym “przestępstwem” Zelayi był zamiar wprowadzenia minimalnej płacy w kraju, gdzie 60% populacji żyje w ubóstwie. [2]

Chociaż nie ma pewności co do definitywnej ingerencji rządu USA w zamach stanu, pewne jest, że rząd USA jest źródłem finansowym dla International Republican Institute, który powinien promować demokrację, jednakże regularnie wspiera wojskowe zamachy stanu w demokratycznych krajach jak ten w Wenezueli w 2002 (porwanie Hugo Chaveza) i w Haiti w 2004 (uprowadzenie Jeana Bertranda Aristide’a). [2]

Po usunięciu Zelayi od władzy Honduras przeprowadził wybory prezydenckie. Nowym prezydentem został Porfirio Lobo Sosa. Lobo Sosa jest absolwentem University of Miami na Florydzie, gdzie mieści się także kwatera główna Southcom i skąd inicjowane są wszelkie przedsięwzięcia dywersyjne przeciwko Kubie.

Co Obama ma z tym wspólnego?

Niemalże wszystkie kraje Ameryki Łacińskiej uznały zamach stanu i wybory prezydenckie za nielegalne. Rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki, samozwańczy pionier w promowaniu i obronie demokracji na świecie, zaakceptował natomiast obydwa wydarzenia. Niedość tego, Lewis Anselem, przedstawiciel Obamy w Organizacji Państw Amerykańskich poinstruował pozostałe kraje do zaakceptowania zamachu stanu i dołączenia do USA w “realnym świecie”. [2]

Jak wspomniałam powyżej, George W. Bush dokonał zamachu stanu na prezydenta Wenezueli, Hugo Chaveza w 2002 r. Tylko za sprawą potężnych protestów ludności Wenezueli Chavez powrócił do kraju dwa dni po uprowadzeniu. Od tamtej pory presja na Chaveza ze strony USA jest coraz większa. W 2008 administracja Busha wznowiła działanie tzw. Czwartej Floty – jednej z głównych komend marynarki USA, która podlega Southcom i w której skład wchodzą zarówno statki wojenne jak i samoloty wojskowe. Czwarta Flota odbywa regularne “obserwacje” w pobliżu wód terytorialnych Wenezueli. Barack Obama, zapytany w 2008 r. o to, czy uważa Chaveza za zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego USA, odpowiedział: “I do think that he is a threat, but I think he is a manageable threat.” Zapewne dlatego, po objęciu prezydentury, nie tylko że nie powstrzymał tych “rekonesansów”, ale dodatkowo wysyłane są samoloty wojskowe i samoloty bezzałogowe naruszające regularnie przestrzeń powietrzną Wenezueli. Współudział w tym ma Holandia, która “gości” amerykańskie bazy wojskowe na wyspach Curaçao i Aruba w Antylach Holenderskich leżących niedaleko wenezuelańskiego wybrzeża. Ostatnie naruszenia miały miejsce właśnie z bazy w Curaçao. [3]

Samoloty bezzałogowe (drones) kojarzą się właściwie z prezydenturą Obamy. To on w 2009 zaczął na masową skalę używać ich na terytorium Pakistanu pod pretekstem eliminacji Talibów i uśmiercając przy tym 708 osób w r. 2009 i 446 w r. 2010 (do lipca 2010. Szacunkowo liczba zgonów w 2010 osiągnie około 900). [4]

Czy decyzja Obamy odnośnie kontynuacji polityki zaczepności wobec Wenezueli jest usprawiedliwiona?

Faktem jest, że Wenezuela nigdy nie naruszyła przestrzeni powietrznej USA, nigdy nie wysłała statków wojennych w pobliże terytorium USA, nigdy nie próbowała dokonać zamachu stanu na prezydenta USA, nigdy nie sugerowała nawet zamiaru jakiegokolwiek ataku na USA. Hugo Chavez, od objęcia stanowiska do chwili obecnej, zajęty jest reformowaniem kraju i nacjonalizacją źródeł energii istotnych dla dobrobytu społeczeństwa. Jakie więc zagrożenie stanowi prezydent demokratycznej Wenezueli dla Stanów Zjednoczonych?

Kolejnym terenem intensywnych operacji militaryzacji dla Stanów Zjednoczonych jest Azja Wschodnia. Dzisiaj, 25. lipca 2010, rozpoczęły się wspólne ćwiczenia wojskowe USA i Korei Południowej z udziałem amerykańskiego lotniskowca z napędem atomowym, USS George Washington (CVN-73) oraz 8 tys. żołnieży.

USS George Washington

USS George Washington

Korea Północna określiła ćwiczenia jako prowokację. Dlaczego? Ze względu na ich lokalizację. Odbywają się one bowiem nie na otwartym morzu ale na Morzu Japońskim, na podwórku Korei Płn. (w odległości zaledwie 200 km od jej terytorium) Pierwotnie ćwiczenia miały się odbyć na Morzu Żółtym, we wcięciu między Półwyspem Koreańskim a terytorium Chin – generalnie rzecz biorąc – zarówno na podwórku Chin jak i Korei Płn. Jednak Chiny wyraziły swoje niezadowolenie przeprowadzając, w terminie uprzednio planowanych przez USA i Koreę ćwiczeń, własne ćwiczenia z użyciem żywej amunicji.

Administracja laureata Pokojowej Nagrody Nobla, Baracka Obamy, poświęca więcej swojej uwagi Azji Wschodniej niż to było w przypadku Busha. Eskalacja konfliktu między Koreami, Chinami i Japonią jest “zasługą” Obamy bardziej niż innych prezydentów amerykańskiego imperium od czasu rozpętania Wojny Koreańskiej.

Aktualizacja (29.07.2010): Huanqiu podała, że Korea Płd. i USA zdecydowały się na kontynuację do końca bieżącego roku, w odstępach miesięcznych, ćwiczeń wojskowych w regionie. [5]

Aktualizacja (31.07.2010): Xinhuanet donosi, że amerykański lotniskowiec z napędem nuklearnym, USS George Washington, znajdował się podczas ćwiczeń w odległości 500 km od Pekinu. Z uwagi na to, że zasięg rażenia lotniskowca wynosi 600 km, Pekin znajdował się w potencjalnym niebezpieczeństwie. [6]

Przytoczone powyżej zdarzenia mają na celu zaprezentowanie tej “innej” polityki Baracka Obamy zakładanej przez pana Brzezińskiego. Różnica w praktykowaniu stosunków zagranicznych administracji Obamy, w porównaniu do jego poprzednikw, to subtelny dodatek w postaci świętoszkowatej retoryki mającej za zadanie stworzenie bardziej wyrafinowanego typu propagandy dla tej samej starej polityki. Po 8 latach nieociosanego bushowskiego propagandyzmu, Obama stanowi w tym sensie odmianę, że jego propagandyzm jest “ociosany”, podczas gdy polityka była i pozostaje ta sama.

[1] Schyłek Zachodu – Rozmowa ze Zbigniewem Brzezińskim (Polityka, 30.6.2010)
[2] Presidential “Peacemaking” in Latin America (Noam Chomsky, 05.01.2010)
[3] US threatens Venezuela (Global Research, 14.01.2010)
[4] Drone Attacks in Pakistan (Wikipedia, 25.07.2010)
[5] 韩美将每月举行一次联合军演 向朝鲜发强硬信号 (环球网, 29.07.2010)
[6] Big Brother flexes muscles (Xinhuanet, 31.07.2010)

  1. […] schyłek zachodu: “nowa” polityka Obamy « KontraPerspektywy Tags: 25-lipca, korei, operacji-militaryzacji, skiego-lotniskowca, terenem-intensywnych, usa, […]

  2. […] Read more here: schyłek zachodu: “nowa” polityka Obamy « KontraPerspektywy […]

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: