ForAndEvenAgainst

Z chińskiego internetu znika Liu Xiaobo. W prasie propaganda. – wkład do dyskusji w Gazecie Wyborczej

In china on October 11, 2010 at 2:13 pm

Wkład do dyskusji nad artykułem w Gazecie Wyborczej [1]:

Chińskie oficjalne media zareagowały w końcu na Nobla dla swojego rodaka. Niektóre gazety uznały, że nagroda jest wyrazem uprzedzeń Zachodu wobec rosnącego bogactwa i potęgi Chin. – Przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla “dysydentowi” Liu Xiaobo było niczym więcej, niż kolejnym przejawem tych uprzedzeń, za którymi stoi niezwykły strach przed wzrostem potęgi Chin i przed chińskim modelem – napisał popularny chiński tabloid “Global Times”.

Jeśli autor ma na myśli tabloid w sensie publikacji sensacjonalistycznej, a nie formatu, to Global Times zdecydowanie nie jest tabloidem. To dziennik przedstawiający sprawy bieżące dot. Chin i świata z chińskiej perspektywy. Przypinając Global Times etykietkę tabloidu autor albo celowo wprowadza czytelników w błąd albo wogóle nie czytał nigdy wspomnianego dziennika i bezwiednie na hybił trafił rzuca mianem w nadziei, że to jest właściwe. Co powiedziałby autor na stwierdzenie, że Gazeta Wyborcza jest tabloidem?

Powód podany przez gazetę dla przyznanaia Liu nagrody wydaje mi się rozsądny. Niezaprzeczalny jest wzrost wpływów Chin na świecie w zakresie stosunków gospodarczych. Tam, gdzie USA ustanowiły jedną ze swoich komend bojowych – Africom – Chiny współpracują z najbiedniejszymi krajami nad projektami cywilnymi, jak porty, fabryki, itp. Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że serc ludności nie podbije się kałasznikowem. Oprócz Afryki Chiny budują współpracę także w Ameryce Łacińskiej oraz Azji Centralnej i starają się rozszerzyć inwestycje na Europę. Kilka dni temu Wen Jiabao w swoim przemówieniu w parlamancie greckim wspomniał, że Chiny chciałyby zostać uznane za gospodarkę rynkową. Pani Merkel, na dzień po tym przemówieniu, zaprosiła premiera Chin do Niemiec na 2-godzinną rozmowę po czym wydane zostało oficjalne oświadczenie, że Niemcy będą wspierać Chiny w przyznaniu im statusu gospodarki rynkowej. Wzrost potęgi Chin jest chyba jasny.

Chiny bogacą się i rosną w siłę – potwierdzając tym samym, że ich model rzeczywiście działa, że kapitalizm (pseudo-demokracja) w stylu USA nie jest koniecznie najlepszym systemem. Jak dr Sun Jatsen (ojciec współczesnych Chin) przewidywał w planach dla ojczyzny, Chiny potrzebują fazy przejściowej, w której społeczeństwo uczy się demokracji, zanim demokracja wchodzi w życie. Ten tok myślenia wydaje się sensowny i to właśnie możemy obserwować obecnie w Chinach. W Afganistanie i Iraku, na które USA narzuciły siłą ten system, demokracja w stylu amerykańskim się za to nie sprawdza, bo kraje te nie są na nią przygotowane i ich zaplecze jest inne niż USA. Demokracja nie jest dla nich najlepsza czy najstosowniejsza. O tym powinny one zdecydować same. Niemniej inwazja USA miała za zadanie – wedle rządu USA – wprowadzenie tzw. demokracji i dlatego została ona zaprowadzona czy się to Afganistanowi i Irakowi podoba czy nie.

Wedle informacji podanych w mediach Liu Xiaobo promuje właśnie taką ad hoc tranzycję do demokracji, która w oczach obecnego rządu chińskiego może wydawać się destabilizująca. Ta pozycja rządu staje się wyraźniejsza gdy weźmie się pod uwagę sytuację zewnętrzną. Skupmy się na ostatnich 6 miesiącach prezydentury laureata Pokojowej Nagrody Nobla z 2009, Baracka Obamy. 26. marca 2010 na Morzu Żółtym zatonęła południowokoreańska korweta Cheonan doprowadzając do śmierci 46 marynarzy. Oskarżenia Korei Południowej i USA padły na Koreę Północną celowo czyniąc Półwysep Koreański PONOWNIE niestabilnym. Utworzona dla zbadania zajścia „międzynarodowa komisja” (W jej skład wchodzili obywatele Korei Płd., USA, Australii, Wielkiej Brytanii i Szwecji – krajów, które w latach 1950-53 były zaangażowane w wojnę przeciw Korei Płn.) twierdzi „istnienie przytłaczających dowodów” obciążających Koreę Płn. Niestety informacje zawarte w raporcie sporządzonym przez komisję są nieprzekonywujące, co podają analitycy, jak np. [2-3].

Pod pretekstem potencjalnego zagrożenia ze strony Korei Północnej w lipcu USA przeprowadziły ćwiczenia wojskowe z Południem na Morzu Japońskim (pierwotnie planowane na Morzu Żółtym, ale przeniesione z racji stanowczego protestu Chin oraz zaaranżowanych w tym regionie na ostatnią chwilę chińskich ćwiczeń wojskowych). USS George Washington, amerykański lotniskowiec o napędzie atomowym, znajdował się w odległości 500 km od Pekinu. Biorąc pod uwagę, że zasięg rażenia okrętu sięga 600 km, Chiny mają prawo i wszelkie powody do traktowania ćwiczeń jako prowokacji.

Również w lipcu tego roku administracja Obamy oznajmiła, że USA ma zamiar zaangażować się w kwestię strategicznie położonych wysp Morza Południowochińskiego, ponieważ, jak Hillary Clinton stwierdziła, “leży to w interesie publicznym USA”. [4] Tutaj nasuwa mi się pytanie: jak obcy kraj ze wschodniego krańca Pacyfiku, jak USA, ma czelność twierdzić, że Morze Południowochińskie – poza zachodnim krańcem Pacyfiku – leży w jego interesie publicznym?! Czy Chiny mogą przybyć nad Morze Bałtyckie i stwierdzić, że sprawy Morza należą do chińskiego interesu publicznego i dlatego mają prawo ingerencji?

Jedną ze stron w sporze o wyspy jest Wietnam, któremu administracja Obamy sprzedaje materiały radioaktywne, które z kolei mogą zostać użyte do produkcji broni nuklearnej. Kolejną stroną sporu są Filipiny, które od dłuższego czasu znajdują się pod wpływem USA stacjonującymi tam armię. Każdy nowo wybrany prezydent Filipin odwiedza w ciągu pierwszych kilku miesięcy od wyborów Biały Dom. O eksporcie uzbrojenia i technologii do Indii nie potrzeba wspominać.

Takie groteskowe imperialistyczne zachownaie USA w tej kwestii jest niemniej przyjmowane bezkrytycznie, włączając w to polskie media. Problemem mediów polskich jest nie tylko to, że podają wiadomości z drugiej ręki, z mediów zachodnich, ale też że nie mają podstawowego wykształcenia w zakresie historii, które pozwoliłoby im na racjonalistyczną analizę wiadomości.

Wracając do Liu Xiaobo. Wiele się mówi o nacisku Chin na komitet noblowski. W rzeczywistości powszechną praktyką jest dla rządów lobbowanie komitetu. Niektórzy lobbują dla nominacji pewnych kandydatów, niektórzy dla odrzucenia pewnych kandydatów. Dlatego lobbowanie chińskiego rządu, jeśli do tego rzeczywiście doszło, nie było niczym nadzwyczajnym. Dlaczego działania lobbistyczne innych rządów, w tym amerykańskiego, nigdy nie trafiły na pierwsze strony gazet? A kiedy Chiny idą tą samą ścieżką niekorzystne doniesienia wyskakują jak grzyby po deszczu? Wyczuwacie rasizm w tym wszystkim?

W 1939 komitet noblowski nominował Hitlera do nagrody pokojowej. W 1973 kryminalista Henry Kissinger został uznany jej godnym. W 1979 laureatką została fanatyczka religijna i megalomanka Agnesë Gonxhe Bojaxhiu, znana pod przydomkiem Matki Teresy z Kalkuty. W zeszłym roku otrzymał ją wreszcie Barack Obama, który nie tylko rozjątrzył wojnę w Afganistanie, wycofał wojska amerykańskie z Iraku zastępując je nawet większą liczbą najmeników, regularnie napada na Pakistan, kontynuuje amerykańską tradycję przewrotów w Ameryce Łacińskiej (np. Manuel Zelaya w czerwcu 2009, Rafael Correa 2 tygodnie temu), sponsoruje antyrządowe ugrupowania mające na celu destabilizację i/lub obalenie władzy (np. Iran w czerwcu 2009), …

Aktualizacja (19.10.2010): Natrafiłam dziś na artykuł Yoichi Shimatsu zatytułowany “Nobel’s Pro-Military Agenda and the Future World Order”, w którym autor przybliża sylwetkę obecnego, nominowanego w 2009 r., przewodniczącego komitetu noblowskiego Pokojowej Nagrody Nobla, Thorbjorna Jaglanda. Jagland jest sekretarzem generalnym Rady Europy, organizacji wspierającej NATO – militarną koalicję państw – podczas Zimnej Wojny. Politycy opozycji w Norwegii nazywają go “nasz George Bush” za sprawą jego słynnych mało pokojowych odzywek pod adresem Chin i Rosji oraz sentymentów promujących militarne “powstrzymywanie tyranii”. Interesujące jest również przypuszczenie Shimatsu odn. długoletniego zainteresowania zachodnich mediów osobą Liu, który jest zaledwie jednym z wielu chińskich dysydentów. Otóż Liu Xiaobo miał przebywać w 1988 r. – na krótko przed upadkiem Związku Radzieckiego – w Oslo. Chiny, praktykujące wprawdzie dengowską politykę otwarcia od 1978, nie miały aż tak wielu obywateli za granicą. Shimatsu wskazuje na możliwość zaangażowania Liu przy tłumaczeniu korespondencji między ZSRR i Chinami na potrzeby Zachodu. Ten okres byłby zatem początkiem “medialnej kariery” Liu. [5]

Tak naprawdę to nie wiemy, za co Liu Xiaobo odsiaduje karę. Jeśli za popieranie demokratyzacji Chin, powinien zostać uwolniony.

[1] Z chińskiego internetu znika Liu Xiaobo. W prasie propaganda. (Gazeta Wyborcza, 11.10.2010)
[2] The “International” Investigation into the Sinking of the Cheonan and the Risk of a New Korean War (The Global Realm, 14.07.2010)
[3] Rising Tensions on the Korean Peninsula. The Sinking of the Cheonan, Reviewing the Evidence. (Global Research, 30.07.2010)
[4] Offering to Aid Talks, U.S. Challenges China on Disputed Islands (The New York Times, 23.07.2010)
[5] Nobel’s Pro-Military Agenda and the Future World Order (New America Media, 18.10.2010)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: