relusion

Posts Tagged ‘barack obama’

Dlaczego Lech Wałęsa ma odebrać Nobla dla Liu Xiaobo?

In china, poland on November 22, 2010 at 6:52 pm

Lech Wałęsa poinformował o propozycji otrzymanej ze strony jednego z byłych laureatów pokojowej nagrody Nobla by odebrał ją w imieniu nieobecnego Liu Xiaobo. Wałęsa nie zdradził nazwiska osoby, która zwróciła się do niego z tą propozycją. Stwierdził za to, że byłby zaszczycony mogąc odebrać nagrodę dla Liu. [1]

Dlaczego spośród wszystkich jeszcze żyjących byłych laureatów nagrody wybrano właśnie Wałęsę? Dlaczego nie zrobi tego Barack Obama, który był jednym z pierwszych nawołujących Chiny do uwolnienia Liu? Dlaczego nie zrobi tego niedawno zwolniona z aresztu domowego Aung San Suu Kyi? Dlaczego nie Mandela? Dlaczego nie Michaił Gorbaczow? Dlaczego wreszcie nie Henry Kissinger? W czym Wałęsa odróżnia się od nich wszystkich?

Zdecydowanie jest to bardzo podejrzana sytuacja. Liu Xiaobo został uznany winnym “podżegania do przewrotu w państwie”. Wśród wszystkich wyżej wymienionych osób, kto najbardziej kojarzy się z tym opisem? Obama nie, bo on utrzymuje status quo kontynuując w rozszerzonej skali dotychczasową prawicową politykę kraju. Aung San również nie, ponieważ została zwolniona z aresztu za wstawiennictwem Chin u obecnego reżimu Birmy. [3] Z tej też racji opowiedziała się za pojednaniem z reżimem. Nelson Mandela był aktywistą na rzecz obalenia apartheidu, nie rządu. Gorbaczow sam zaprowadził liberalizację gospodarczą i polityczną. Kissinger kojarzy się właściwie z przewrotami stanu, ale nie w swoim własnym kraju, tylko w Azji i Ameryce Południowej.

Wybór naszego byłego prezydenta wydaje się za to intuicyjny. Jest on polityczną konspiracją kojarzącą Liu Xiaobo z Lechem Wałęsą, za sprawą którego obalono komunistyczne rządy w Polsce.

Intuicyjna jest też pytanie o to czy wszystkie te demokratyczne kraje Europy Zachodniej i USA nie chcą obrazić Chin i poprzez to zaprzepaścić dobre stosunki gospodarcze. Wszyscy ci noblowscy laureaci wolą skryć się w cieniu i kazać Wałęsie być “bohaterem”, a Polsce ofiarą, jeśli miałoby dojść do negatywnych konsekwencji tego przedsięwzięcia.

Chciałabym poznać nazwisko lub nazwiska tych laureatów, którzy zasugerowali Lechowi Wałęsie, że powinien reprezentować Liu Xiaobo. Czyż nie powinniśmy mieć co najmniej takiej transparencji w naszym zachodnio-demokratycznym społeczeństwie? Czy Obama, którego podejrzewam o tę inicjatywę, nie powinien wystąpić otwarcie i wziąć na siebie odpowiedzialność samemu, zamiast obarczać nią Wałęsę?

Lecz najważniejszą rzeczą jest to, że Liu Xiaobo został uwięziony zgodnie z prawem chińskim za podżeganie do obalenia władz. Możemy się nie zgadzać z prawem i/lub procesem prawnym, ale twierdzenie, że Liu jest “politycznym dysydentem” z braku wiedzy w obu domenach jest przypadkiem naiwności, ignorancji i nieodpowiedzialności.

Liu Xiaobo był visiting scholar na Uniwersytecie w Oslo w 1988 r., w czasie gdy Związek Radziecki znajdował się na progu dezitegracji. Stratedzy natowscy obawiali się, że Moskwa zostanie w ostatniej chwili uratowana przez swego dawnego sojusznika, Chiny. W czasie Zimnej Wojny niewielu Chińczyków odwiedzało Półwysep Skandynawski, więc Liu byłby dla nich rzadkim towarem. Nie wiemy, czy Liu kolaborował z NATO w celu obalenia rządu ChRL w imię demokracji, ponieważ dokumenty tej organizacji pozostają zaklasyfikowane jako ściśle tajne. [2]

Świat jest bardziej zdradziecki niż czarno-biała mapa nakreślona przez NATO pod przewodnictwem USA. Niektórzy są graczami, a niektórzy pionkami.

[1] Wałęsa odbierze Pokojowego Nobla w imieniu Liu Xiaobo? “Jest taka możliwość” (Gazeta Wyborcza, 22.11.2010)
[2] Nobel’s Pro-Military Agenda and the Future World Order (New America Media, 18.10.2010)
[3] Sarkozy says Suu Kyi released after he spoke to China’s Hu (asia one, 17.11.2010)

Z chińskiego internetu znika Liu Xiaobo. W prasie propaganda. – wkład do dyskusji w Gazecie Wyborczej

In china on October 11, 2010 at 2:13 pm

Wkład do dyskusji nad artykułem w Gazecie Wyborczej [1]:

Chińskie oficjalne media zareagowały w końcu na Nobla dla swojego rodaka. Niektóre gazety uznały, że nagroda jest wyrazem uprzedzeń Zachodu wobec rosnącego bogactwa i potęgi Chin. – Przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla “dysydentowi” Liu Xiaobo było niczym więcej, niż kolejnym przejawem tych uprzedzeń, za którymi stoi niezwykły strach przed wzrostem potęgi Chin i przed chińskim modelem – napisał popularny chiński tabloid “Global Times”.

Jeśli autor ma na myśli tabloid w sensie publikacji sensacjonalistycznej, a nie formatu, to Global Times zdecydowanie nie jest tabloidem. To dziennik przedstawiający sprawy bieżące dot. Chin i świata z chińskiej perspektywy. Przypinając Global Times etykietkę tabloidu autor albo celowo wprowadza czytelników w błąd albo wogóle nie czytał nigdy wspomnianego dziennika i bezwiednie na hybił trafił rzuca mianem w nadziei, że to jest właściwe. Co powiedziałby autor na stwierdzenie, że Gazeta Wyborcza jest tabloidem?

Powód podany przez gazetę dla przyznanaia Liu nagrody wydaje mi się rozsądny. Niezaprzeczalny jest wzrost wpływów Chin na świecie w zakresie stosunków gospodarczych. Tam, gdzie USA ustanowiły jedną ze swoich komend bojowych – Africom – Chiny współpracują z najbiedniejszymi krajami nad projektami cywilnymi, jak porty, fabryki, itp. Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że serc ludności nie podbije się kałasznikowem. Oprócz Afryki Chiny budują współpracę także w Ameryce Łacińskiej oraz Azji Centralnej i starają się rozszerzyć inwestycje na Europę. Kilka dni temu Wen Jiabao w swoim przemówieniu w parlamancie greckim wspomniał, że Chiny chciałyby zostać uznane za gospodarkę rynkową. Pani Merkel, na dzień po tym przemówieniu, zaprosiła premiera Chin do Niemiec na 2-godzinną rozmowę po czym wydane zostało oficjalne oświadczenie, że Niemcy będą wspierać Chiny w przyznaniu im statusu gospodarki rynkowej. Wzrost potęgi Chin jest chyba jasny.

Chiny bogacą się i rosną w siłę – potwierdzając tym samym, że ich model rzeczywiście działa, że kapitalizm (pseudo-demokracja) w stylu USA nie jest koniecznie najlepszym systemem. Jak dr Sun Jatsen (ojciec współczesnych Chin) przewidywał w planach dla ojczyzny, Chiny potrzebują fazy przejściowej, w której społeczeństwo uczy się demokracji, zanim demokracja wchodzi w życie. Ten tok myślenia wydaje się sensowny i to właśnie możemy obserwować obecnie w Chinach. W Afganistanie i Iraku, na które USA narzuciły siłą ten system, demokracja w stylu amerykańskim się za to nie sprawdza, bo kraje te nie są na nią przygotowane i ich zaplecze jest inne niż USA. Demokracja nie jest dla nich najlepsza czy najstosowniejsza. O tym powinny one zdecydować same. Niemniej inwazja USA miała za zadanie – wedle rządu USA – wprowadzenie tzw. demokracji i dlatego została ona zaprowadzona czy się to Afganistanowi i Irakowi podoba czy nie.

Wedle informacji podanych w mediach Liu Xiaobo promuje właśnie taką ad hoc tranzycję do demokracji, która w oczach obecnego rządu chińskiego może wydawać się destabilizująca. Ta pozycja rządu staje się wyraźniejsza gdy weźmie się pod uwagę sytuację zewnętrzną. Skupmy się na ostatnich 6 miesiącach prezydentury laureata Pokojowej Nagrody Nobla z 2009, Baracka Obamy. 26. marca 2010 na Morzu Żółtym zatonęła południowokoreańska korweta Cheonan doprowadzając do śmierci 46 marynarzy. Oskarżenia Korei Południowej i USA padły na Koreę Północną celowo czyniąc Półwysep Koreański PONOWNIE niestabilnym. Utworzona dla zbadania zajścia „międzynarodowa komisja” (W jej skład wchodzili obywatele Korei Płd., USA, Australii, Wielkiej Brytanii i Szwecji – krajów, które w latach 1950-53 były zaangażowane w wojnę przeciw Korei Płn.) twierdzi „istnienie przytłaczających dowodów” obciążających Koreę Płn. Niestety informacje zawarte w raporcie sporządzonym przez komisję są nieprzekonywujące, co podają analitycy, jak np. [2-3].

Pod pretekstem potencjalnego zagrożenia ze strony Korei Północnej w lipcu USA przeprowadziły ćwiczenia wojskowe z Południem na Morzu Japońskim (pierwotnie planowane na Morzu Żółtym, ale przeniesione z racji stanowczego protestu Chin oraz zaaranżowanych w tym regionie na ostatnią chwilę chińskich ćwiczeń wojskowych). USS George Washington, amerykański lotniskowiec o napędzie atomowym, znajdował się w odległości 500 km od Pekinu. Biorąc pod uwagę, że zasięg rażenia okrętu sięga 600 km, Chiny mają prawo i wszelkie powody do traktowania ćwiczeń jako prowokacji.

Również w lipcu tego roku administracja Obamy oznajmiła, że USA ma zamiar zaangażować się w kwestię strategicznie położonych wysp Morza Południowochińskiego, ponieważ, jak Hillary Clinton stwierdziła, “leży to w interesie publicznym USA”. [4] Tutaj nasuwa mi się pytanie: jak obcy kraj ze wschodniego krańca Pacyfiku, jak USA, ma czelność twierdzić, że Morze Południowochińskie – poza zachodnim krańcem Pacyfiku – leży w jego interesie publicznym?! Czy Chiny mogą przybyć nad Morze Bałtyckie i stwierdzić, że sprawy Morza należą do chińskiego interesu publicznego i dlatego mają prawo ingerencji?

Jedną ze stron w sporze o wyspy jest Wietnam, któremu administracja Obamy sprzedaje materiały radioaktywne, które z kolei mogą zostać użyte do produkcji broni nuklearnej. Kolejną stroną sporu są Filipiny, które od dłuższego czasu znajdują się pod wpływem USA stacjonującymi tam armię. Każdy nowo wybrany prezydent Filipin odwiedza w ciągu pierwszych kilku miesięcy od wyborów Biały Dom. O eksporcie uzbrojenia i technologii do Indii nie potrzeba wspominać.

Takie groteskowe imperialistyczne zachownaie USA w tej kwestii jest niemniej przyjmowane bezkrytycznie, włączając w to polskie media. Problemem mediów polskich jest nie tylko to, że podają wiadomości z drugiej ręki, z mediów zachodnich, ale też że nie mają podstawowego wykształcenia w zakresie historii, które pozwoliłoby im na racjonalistyczną analizę wiadomości.

Wracając do Liu Xiaobo. Wiele się mówi o nacisku Chin na komitet noblowski. W rzeczywistości powszechną praktyką jest dla rządów lobbowanie komitetu. Niektórzy lobbują dla nominacji pewnych kandydatów, niektórzy dla odrzucenia pewnych kandydatów. Dlatego lobbowanie chińskiego rządu, jeśli do tego rzeczywiście doszło, nie było niczym nadzwyczajnym. Dlaczego działania lobbistyczne innych rządów, w tym amerykańskiego, nigdy nie trafiły na pierwsze strony gazet? A kiedy Chiny idą tą samą ścieżką niekorzystne doniesienia wyskakują jak grzyby po deszczu? Wyczuwacie rasizm w tym wszystkim?

W 1939 komitet noblowski nominował Hitlera do nagrody pokojowej. W 1973 kryminalista Henry Kissinger został uznany jej godnym. W 1979 laureatką została fanatyczka religijna i megalomanka Agnesë Gonxhe Bojaxhiu, znana pod przydomkiem Matki Teresy z Kalkuty. W zeszłym roku otrzymał ją wreszcie Barack Obama, który nie tylko rozjątrzył wojnę w Afganistanie, wycofał wojska amerykańskie z Iraku zastępując je nawet większą liczbą najmeników, regularnie napada na Pakistan, kontynuuje amerykańską tradycję przewrotów w Ameryce Łacińskiej (np. Manuel Zelaya w czerwcu 2009, Rafael Correa 2 tygodnie temu), sponsoruje antyrządowe ugrupowania mające na celu destabilizację i/lub obalenie władzy (np. Iran w czerwcu 2009), …

Aktualizacja (19.10.2010): Natrafiłam dziś na artykuł Yoichi Shimatsu zatytułowany “Nobel’s Pro-Military Agenda and the Future World Order”, w którym autor przybliża sylwetkę obecnego, nominowanego w 2009 r., przewodniczącego komitetu noblowskiego Pokojowej Nagrody Nobla, Thorbjorna Jaglanda. Jagland jest sekretarzem generalnym Rady Europy, organizacji wspierającej NATO – militarną koalicję państw – podczas Zimnej Wojny. Politycy opozycji w Norwegii nazywają go “nasz George Bush” za sprawą jego słynnych mało pokojowych odzywek pod adresem Chin i Rosji oraz sentymentów promujących militarne “powstrzymywanie tyranii”. Interesujące jest również przypuszczenie Shimatsu odn. długoletniego zainteresowania zachodnich mediów osobą Liu, który jest zaledwie jednym z wielu chińskich dysydentów. Otóż Liu Xiaobo miał przebywać w 1988 r. – na krótko przed upadkiem Związku Radzieckiego – w Oslo. Chiny, praktykujące wprawdzie dengowską politykę otwarcia od 1978, nie miały aż tak wielu obywateli za granicą. Shimatsu wskazuje na możliwość zaangażowania Liu przy tłumaczeniu korespondencji między ZSRR i Chinami na potrzeby Zachodu. Ten okres byłby zatem początkiem “medialnej kariery” Liu. [5]

Tak naprawdę to nie wiemy, za co Liu Xiaobo odsiaduje karę. Jeśli za popieranie demokratyzacji Chin, powinien zostać uwolniony.

[1] Z chińskiego internetu znika Liu Xiaobo. W prasie propaganda. (Gazeta Wyborcza, 11.10.2010)
[2] The “International” Investigation into the Sinking of the Cheonan and the Risk of a New Korean War (The Global Realm, 14.07.2010)
[3] Rising Tensions on the Korean Peninsula. The Sinking of the Cheonan, Reviewing the Evidence. (Global Research, 30.07.2010)
[4] Offering to Aid Talks, U.S. Challenges China on Disputed Islands (The New York Times, 23.07.2010)
[5] Nobel’s Pro-Military Agenda and the Future World Order (New America Media, 18.10.2010)

Schyłek Zachodu: “nowa” polityka Obamy

In us on July 25, 2010 at 8:12 pm

cd

W wywiadzie dla Polityki z 30. czerwca 2010 [1] Zbigniew Brzeziński stwierdza

Popieram założenia polityki Obamy. Jeżeli mu się uda popchnąć Amerykę w nieco innym kierunku w polityce wewnętrznej i zewnętrznej, to będzie ona miała potencjał konieczny, żeby przez kilkadziesiąt lat odgrywać czołową rolę w świecie.

Pan Brzeziński sugeruje zatem, że administracja Baracka Obamy stara się prowadzić politykę odmienną od tej jego poprzedników. W obecnym artykule postaram się dać odpowiedź na pytanie: w jakim sensie różni się ta polityka od dotychczasowych?

Amerykański ekspansjonizm militarny opanowuje z coraz większym rozmachem cały świat. Do tego rozmiaru, że kraj ten podzielił glob na swoje strefy wpływów [zobacz mapę poniżej].

W 2007, za rządów Busha, powstała USAFRICOM (The United States Africa Command), zajmująca się operacjami i wpływami Stanów Zjednoczonych na tym kontynencie. O wiele wcześniej, już w 1963, stworzono USSOUTHCOM (The United States Southern Command) odpowiedzialną za operacje na terenach, generalnie ujmując, Ameryki Łacińskiej. Od 1947 działa USPACOM (The United States Pacific Command), której głównymi zadaniami do tej pory były inwazje USA na Wietnam, Laos, Kambodżę (tzw. Wojna Wietnamska) oraz na Koreę (tzw. Wojna Koreańska, 1950-do chwili obecnej) i która zakresem ingerencji obejmuje m.in. Chiny, Japonię i Koree.

Zjednoczone Komendy Bojowe USA

Wszystkie trzy wspomniane Zjednoczone Komendy Bojowe (Unified Combatant Commands) podlegają Departamentowi Obrony, są zatem, jak sama nazwa wskazuje, przeznaczone dla celów militarnych. Jakoże poczynania Africomu nie sięgają jeszcze większości mediów, w tym artykule skupię się na bardziej (w mediach) widocznych incydentach w Ameryce Łacińskiej i Azji Wschodniej.

Obama objął prezydenturę 20 stycznia 2009.

28. czerwca 2009 Manuel Zelaya, demokratycznie wybrany prezydent Hondurasu, został usunięty ze stanowiska przez wojsko. Czasowo nie mogło do tego dojść w lepszym momencie, bowiem w tym czasie świat zajęty był powyborczymi zamieszkami w Iranie. Jednym z “przestępstw” Zelayi była chęć współpracy z ALBA (Bolivarian Alliance for the Peoples of Our America), organizacją promującą integrację krajów Ameryki Łacińskiej i Karaibów. Organizacja ta jest związana z socjalistyczno-demokratycznymi rządami kontynentu. Jednym z jej integracyjnych projektów jest np. wprowadzenie wspólnej (obecnie jeszcze wirtualnej) waluty, Sucre, i uniknięcie poprzez to konieczności używania amerykańskiego dolara. Zdecydowanie idea ta nie przypada do gustu Stanom Zjednoczonym. Ze względu na fakt, że kraje na całym świecie przechowują rezerwy dolara, posiada on bowiem jeszcze niejaką wartość.

Kolejnym “przestępstwem” Zelayi był zamiar wprowadzenia minimalnej płacy w kraju, gdzie 60% populacji żyje w ubóstwie. [2]

Chociaż nie ma pewności co do definitywnej ingerencji rządu USA w zamach stanu, pewne jest, że rząd USA jest źródłem finansowym dla International Republican Institute, który powinien promować demokrację, jednakże regularnie wspiera wojskowe zamachy stanu w demokratycznych krajach jak ten w Wenezueli w 2002 (porwanie Hugo Chaveza) i w Haiti w 2004 (uprowadzenie Jeana Bertranda Aristide’a). [2]

Po usunięciu Zelayi od władzy Honduras przeprowadził wybory prezydenckie. Nowym prezydentem został Porfirio Lobo Sosa. Lobo Sosa jest absolwentem University of Miami na Florydzie, gdzie mieści się także kwatera główna Southcom i skąd inicjowane są wszelkie przedsięwzięcia dywersyjne przeciwko Kubie.

Co Obama ma z tym wspólnego?

Niemalże wszystkie kraje Ameryki Łacińskiej uznały zamach stanu i wybory prezydenckie za nielegalne. Rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki, samozwańczy pionier w promowaniu i obronie demokracji na świecie, zaakceptował natomiast obydwa wydarzenia. Niedość tego, Lewis Anselem, przedstawiciel Obamy w Organizacji Państw Amerykańskich poinstruował pozostałe kraje do zaakceptowania zamachu stanu i dołączenia do USA w “realnym świecie”. [2]

Jak wspomniałam powyżej, George W. Bush dokonał zamachu stanu na prezydenta Wenezueli, Hugo Chaveza w 2002 r. Tylko za sprawą potężnych protestów ludności Wenezueli Chavez powrócił do kraju dwa dni po uprowadzeniu. Od tamtej pory presja na Chaveza ze strony USA jest coraz większa. W 2008 administracja Busha wznowiła działanie tzw. Czwartej Floty – jednej z głównych komend marynarki USA, która podlega Southcom i w której skład wchodzą zarówno statki wojenne jak i samoloty wojskowe. Czwarta Flota odbywa regularne “obserwacje” w pobliżu wód terytorialnych Wenezueli. Barack Obama, zapytany w 2008 r. o to, czy uważa Chaveza za zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego USA, odpowiedział: “I do think that he is a threat, but I think he is a manageable threat.” Zapewne dlatego, po objęciu prezydentury, nie tylko że nie powstrzymał tych “rekonesansów”, ale dodatkowo wysyłane są samoloty wojskowe i samoloty bezzałogowe naruszające regularnie przestrzeń powietrzną Wenezueli. Współudział w tym ma Holandia, która “gości” amerykańskie bazy wojskowe na wyspach Curaçao i Aruba w Antylach Holenderskich leżących niedaleko wenezuelańskiego wybrzeża. Ostatnie naruszenia miały miejsce właśnie z bazy w Curaçao. [3]

Samoloty bezzałogowe (drones) kojarzą się właściwie z prezydenturą Obamy. To on w 2009 zaczął na masową skalę używać ich na terytorium Pakistanu pod pretekstem eliminacji Talibów i uśmiercając przy tym 708 osób w r. 2009 i 446 w r. 2010 (do lipca 2010. Szacunkowo liczba zgonów w 2010 osiągnie około 900). [4]

Czy decyzja Obamy odnośnie kontynuacji polityki zaczepności wobec Wenezueli jest usprawiedliwiona?

Faktem jest, że Wenezuela nigdy nie naruszyła przestrzeni powietrznej USA, nigdy nie wysłała statków wojennych w pobliże terytorium USA, nigdy nie próbowała dokonać zamachu stanu na prezydenta USA, nigdy nie sugerowała nawet zamiaru jakiegokolwiek ataku na USA. Hugo Chavez, od objęcia stanowiska do chwili obecnej, zajęty jest reformowaniem kraju i nacjonalizacją źródeł energii istotnych dla dobrobytu społeczeństwa. Jakie więc zagrożenie stanowi prezydent demokratycznej Wenezueli dla Stanów Zjednoczonych?

Kolejnym terenem intensywnych operacji militaryzacji dla Stanów Zjednoczonych jest Azja Wschodnia. Dzisiaj, 25. lipca 2010, rozpoczęły się wspólne ćwiczenia wojskowe USA i Korei Południowej z udziałem amerykańskiego lotniskowca z napędem atomowym, USS George Washington (CVN-73) oraz 8 tys. żołnieży.

USS George Washington

USS George Washington

Korea Północna określiła ćwiczenia jako prowokację. Dlaczego? Ze względu na ich lokalizację. Odbywają się one bowiem nie na otwartym morzu ale na Morzu Japońskim, na podwórku Korei Płn. (w odległości zaledwie 200 km od jej terytorium) Pierwotnie ćwiczenia miały się odbyć na Morzu Żółtym, we wcięciu między Półwyspem Koreańskim a terytorium Chin – generalnie rzecz biorąc – zarówno na podwórku Chin jak i Korei Płn. Jednak Chiny wyraziły swoje niezadowolenie przeprowadzając, w terminie uprzednio planowanych przez USA i Koreę ćwiczeń, własne ćwiczenia z użyciem żywej amunicji.

Administracja laureata Pokojowej Nagrody Nobla, Baracka Obamy, poświęca więcej swojej uwagi Azji Wschodniej niż to było w przypadku Busha. Eskalacja konfliktu między Koreami, Chinami i Japonią jest “zasługą” Obamy bardziej niż innych prezydentów amerykańskiego imperium od czasu rozpętania Wojny Koreańskiej.

Aktualizacja (29.07.2010): Huanqiu podała, że Korea Płd. i USA zdecydowały się na kontynuację do końca bieżącego roku, w odstępach miesięcznych, ćwiczeń wojskowych w regionie. [5]

Aktualizacja (31.07.2010): Xinhuanet donosi, że amerykański lotniskowiec z napędem nuklearnym, USS George Washington, znajdował się podczas ćwiczeń w odległości 500 km od Pekinu. Z uwagi na to, że zasięg rażenia lotniskowca wynosi 600 km, Pekin znajdował się w potencjalnym niebezpieczeństwie. [6]

Przytoczone powyżej zdarzenia mają na celu zaprezentowanie tej “innej” polityki Baracka Obamy zakładanej przez pana Brzezińskiego. Różnica w praktykowaniu stosunków zagranicznych administracji Obamy, w porównaniu do jego poprzednikw, to subtelny dodatek w postaci świętoszkowatej retoryki mającej za zadanie stworzenie bardziej wyrafinowanego typu propagandy dla tej samej starej polityki. Po 8 latach nieociosanego bushowskiego propagandyzmu, Obama stanowi w tym sensie odmianę, że jego propagandyzm jest “ociosany”, podczas gdy polityka była i pozostaje ta sama.

[1] Schyłek Zachodu – Rozmowa ze Zbigniewem Brzezińskim (Polityka, 30.6.2010)
[2] Presidential “Peacemaking” in Latin America (Noam Chomsky, 05.01.2010)
[3] US threatens Venezuela (Global Research, 14.01.2010)
[4] Drone Attacks in Pakistan (Wikipedia, 25.07.2010)
[5] 韩美将每月举行一次联合军演 向朝鲜发强硬信号 (环球网, 29.07.2010)
[6] Big Brother flexes muscles (Xinhuanet, 31.07.2010)

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.